— Lucyndo, jesteś moja?
— Ależ tak — odparła z najsłodszymi łzami w najwierniejszym oku.
Uścisnął ją i głowę swoją za jej głowę zarzucił, tak wisząc jak na skale nadbrzeżnej rozbitek. Ziemia jeszcze pod nim drżała. Wtem zachwycony wzrok jego, otwierając się na powrót, padł na zwierciadło. Ujrzał ją w swoich objęciach, otoczonego jej ramionami; spoglądał na to raz po raz. Takie uczucia towarzyszą człowiekowi przez całe życie. Ale zarazem ujrzał na powierzchni zwierciadła, że krajobraz, który mu wczoraj wydał się tak posępny i groźny, jest świetniejszy i wspanialszy niż kiedykolwiek, siebie zaś w takiej sytuacji, na takim tle! Dostateczna nagroda za wszystkie cierpienia.
— Nie jesteśmy sami — rzekła Lucynda.
A gdy on otrząsnął się ledwie ze swego zachwytu, ukazały się wystrojone i uwieńczone dziewczęta i chłopcy niosący wieńce, zagradzając wejście.
— Inaczej miało być to wszystko! — zawołała Lucynda. — Jak ładnie było to urządzone, a teraz tłoczy się tłumnie jedno za drugim!
Rześki marsz zabrzmiał z dala. Towarzystwo szeroką drogą uroczyście, wesoło nadciągało. Wahał się z pójściem na spotkanie, jakby kroków swoich pewny był tylko przy jej ramieniu. Została z nim, oczekując co chwila uroczystej sceny widzenia się ponownego, dziękczynienia za już dokonane przebaczenie.
Ale inaczej postanowili kapryśni bogowie. Wesoło rozlewający się dźwięk rogu pocztowego, ze strony przeciwnej, zdawał się wprowadzać w zamieszanie cały ten dostojny pochód.
— Któż by to nadjeżdżał? — zawołała Lucynda.
Lucydora przerażała obecność kogoś obcego, a powóz wydawał się zupełnie nieznany. Dwuosobowy, nowy, ba, najnowszy powozik podróżny zajechał przed salę. Odznaczający się, przyzwoicie ubrany chłopak zeskoczył z tyłu i otworzył drzwiczki, ale nikt nie wysiadł. Powozik był pusty. Chłopiec wszedł do niego, kilkoma zręcznymi ruchami ręki odsunął obłęki86 i tak w jednym mgnieniu oka przygotowany został na oczach wszystkich obecnych, którzy tymczasem nadeszli, najśliczniejszy budyneczek do najweselszej przejażdżki. Antoni, wyprzedzając innych, poprowadził Julię do powozu.