— Niech pani spróbuje — rzekł — czy ten wehikuł podoba się pani, by w nim wraz ze mną najlepszymi drogami po świecie się potoczyć. Po innych prowadzić pani nie będę. A gdzie będzie jakaś bieda, potrafimy sobie poradzić. Przez góry przeniosą nas rumaki juczne, a do tego i powóz.
— Jesteś pan najmilszy! — zawołała Julia.
Przystąpił chłopak i ze zręcznością kuglarza pokazywał wszystkie dogodności, zalety i przymioty całej lekkiej budowy.
— Na ziemi nie znam podziękowania — zawołała Julia. — Dopiero na tym małym, ruchomym niebie, z tej chmury, na którą mnie pan wznosisz, podziękuję panu serdecznie.
Już wskoczyła, rzucając mu uprzejme spojrzenie i całus ręką.
— Teraz nie wolno panu jeszcze ze mną jechać. Ale jest ktoś drugi, kogo zamierzam wziąć ze sobą na tę jazdę próbną. I on także ma jeszcze przetrwać jedną próbę.
Zawołała Lucydora, który, zajęty właśnie cichą rozmową z ojcem i teściem, łatwo dał się wepchnąć do lekkiego wehikułu, czując nieodzowną potrzebę rozerwania się w jakikolwiek sposób, choćby na chwilę. Siedział obok niej; ona powiedziała pocztylionowi87, jak ma jechać. Zakryci kurzem, zniknęli w lot z oczu widzów, patrzących z podziwem.
Julia rozsiadła się mocno i wygodnie w rogu.
— Niech się i pan w róg wsunie, panie szwagrze, żebyśmy sobie mogli wygodnie patrzeć w oczy.
Lucydor: