— Jako żart jednego wieczoru to by uszło, ale urządzać niewinnemu gościowi taką ośmieszającą mistyfikację przez całe dni i noce jest nie do przebaczenia.

Julia:

Wszyscyśmy winę między siebie podzielili; wszyscy żeśmy podsłuchiwali pana. Ale ja sama tylko pokutuję za ten grzech.

Lucydor:

— Wszyscy? Tym mniej przebaczyć to można! I jak żeście mogli państwo patrzyć bez zawstydzenia w ciągu dnia na mnie, którego żeście w nocy haniebnie w sposób niedozwolony oszukiwali? A widzę teraz wyraźnie jednym spojrzeniem, że dzienne sprawy państwa na to jedynie były obliczone, aby mnie wywieść w pole. Chwalebna familia! I gdzież tu miłość sprawiedliwości ojca pani? I Lucynda...

Julia:

— I Lucynda!... Cóż to był za ton! Nieprawdaż, chciał pan wyrazić, jak to głęboko boli pana myśleć źle o Lucyndzie, do jednej klasy wraz z nami Lucyndę zamykać?

Lucydor:

— Nie rozumiem Lucyndy.

Julia: