— Chcesz pan powiedzieć: „Ta czysta, szlachetna dusza, ta spokojnie nastrojona istota, dobroć, życzliwość sama, ta kobieta, jaką być powinna, jednoczy się z towarzystwem lekkomyślnym, z siostrą przebierającą miarkę, z młodzieńcem rozpuszczonym i z kilkoma tajemniczymi osobami! To nie do pojęcia!”.

Lucydor:

— Tak, to nie do pojęcia.

Julia:

— To pojmij że pan przecież! Lucynda, jak i my wszyscy, miała ręce związane. Gdybyś pan mógł był zauważyć zakłopotanie, z jakim ledwie się wstrzymała, by panu nie odkryć wszystkiego, kochałbyś ją pan podwójnie i potrójnie, jeśliby każda prawdziwa miłość nie była sama w sobie i dla siebie dziesięcio-i stukrotną. Zapewniam też pana, że dla nas wszystkich żart stał się zbyt długi.

Lucydor:

— Dlaczego żeście go państwo nie zakończyli?

Julia:

— I to także da się wyjaśnić. Kiedy pierwszy pański monolog stał się wiadomy ojcu i kiedy niebawem zauważył, że wszystkie jego dzieci nic by nie miały do zarzucenia takiej zamianie, postanowił pojechać zaraz do ojca pańskiego. Ważność sprawy dała mu do myślenia. Ojciec tylko odczuwa uszanowanie należne ojcu. „On powinien wiedzieć o tym pierwszy,rzekł mój ojciec, aby nie potrzebował potem, kiedy my się zgodzimy, dawać przykro wymuszonego przyzwolenia. Znam go dobrze, wiem, jak on się przywiązuje do myśli, do skłonności, do projektu jakiegoś, i strach mnie nieco bierze. W jego myśli Julia, mapy i widoki miast tak się zrosły, że już postanowił wszystko to umieścić tutaj w końcu. Jeśli nadejdzie chwila, kiedy się młoda para tu osiedli i nie będzie mogła tak łatwo zmieniać miejsca pobytu, wówczas wszystkie wakacje i wszystko, co miał w zamiarze miłego i dobrego, nam będzie musiał poświęcić. On przede wszystkim dowiedzieć się winien, jakiego figla spłatała nam natura, kiedy nic jeszcze właściwie nie jest oświadczone, nic rozstrzygnięte”. Potem wziął od nas wszystkich najuroczystszy uścisk dłoni na to, żebyśmy obserwowali pana i, niech będzie co chce, zatrzymali go. Jakim sposobem opóźnił się powrót, ile to kosztowało sztuki, trudu i wytrwałości, by pozyskać zezwolenie ojca pańskiego, to niech pan posłyszy od niego samego. Dość, że sprawa załatwiona, a Lucynda dostała się panu...

I tak oboje, żywo się od pierwszego siedzenia oddalając, po drodze się zatrzymując, wciąż rozmawiając i idąc dalej powoli poprzez łąki, wyszli na wyniosłość do innego, dobrze ubitego gościńca. Powóz szybko nadjechał. W mgnieniu oka zwróciła ona uwagę swego sąsiada na szczególne widowisko. Cała maszyneria, którą się brat jej tak chlubił, była w ożywionym ruchu. Na młynie diabelskim już to się ludzie wznosili do góry, już to opuszczali na dół. Chybotały się huśtawki, włożone na słupy. Jakiej tam zresztą nie można było widzieć śmiałości we wzlotach i skokach ponad głowami niezliczonego tłumu! Wszystko to w ruch wprawił junkier, ażeby goście wesoło się zabawili po obiedzie.