— Pojedziesz jeszcze przez niższą część wioski — zawołała Julia — ludzie są mi życzliwi, niechże zobaczą, jak mi się dobrze powodzi.
Wieś była pusta. Młodzież wszystka już pośpieszyła na plac zabawy. Starsi mężczyźni i kobiety, pobudzeni rogiem pocztowym, ukazywali się we drzwiach i oknach. Wszyscy witali, błogosławili i wołali: „O! Piękna para!”.
Julia:
— No, masz pan! Ostatecznie moglibyśmy pasować do siebie, może pan jeszcze pożałujesz tego.
Lucydor:
— Ale teraz, kochana szwagierko!...
Julia:
— A co, teraz: „Kochana”, kiedyś się pan mnie pozbył?
Lucydor:
— Jeszcze słowo! Na pani ciąży wielka odpowiedzialność. Co miał znaczyć uścisk ręki, kiedyś pani znała i czuć musiała moją przeokropną sytuację? Coś tak z gruntu złośliwego nigdy mi się jeszcze w świecie nie wydarzyło.