— Rozkazała? Muszę się więc tak nazywać — powiedziała z rezygnacją i dodała, wzdychając: — Mam teraz już trzy imiona!

— O co chciała zapytać mała panienka? — rzekł Sebastian, który wszedł tymczasem do jadalni i zaczął układać srebra w kredensie.

— Jak się otwiera okno, Sebastianie?

— Całkiem po prostu! — oświadczył, otwierając.

Heidi podeszła, ale była zbyt niska, by coś zobaczyć, głową sięgała zaledwo do gzymsu.

— Zaradzimy na to — powiedział, przysuwając drewniany zydel. — Teraz może panienka wyglądać wedle upodobania.

Uradowana Heidi wskoczyła i spojrzała w ulicę, co było jej marzeniem. Po chwili cofnęła się jednak, bardzo rozczarowana.

— Widać tylko kamienną ulicę i nic więcej — rzekła z żalem. — A gdyby się obeszło dom wokoło, cóż by tam można widzieć, Sebastianie?

— To samo.

— Gdzież więc trzeba iść, jeśli się chce objąć spojrzeniem duży widnokrąg, całą dolinę?