— Trzeba wyjść na wieżę, tak wysoką, jak na przykład tamta, ze złotą kulą na szczycie. Patrząc stamtąd, widać bardzo daleko wokoło.

Heidi zeskoczyła spiesznie z zydla, wybiegła, minęła schody i dopadła ulicy. Ale nie poszło to tak łatwo, jak się spodziewała. Wieża, bardzo bliska, gdy na nią patrzyło się z okna, znikła z chwilą, kiedy dziewczynka znalazła się w ulicy. Szukając tej wieży, biegła aż do zakrętu, weszła w ulicę drugą, potem trzecią, ale wieży nigdzie nie było. Mijało ją mnóstwo ludzi, ale spieszyli się tak, że nie śmiała pytać! Dopiero na następnym zakręcie ujrzała wyrostka, kataryniarza, z katarynką na plecach i jakimś dziwnym zwierzęciem na ramieniu. Podbiegła do niego i spytała:

— Gdzie jest wysoka wieża ze złotą kulą na szczycie?

— Nie wiem — odrzekł.

— Kto mi ją wskaże?

— Nie wiem.

— A może wiesz, gdzie jest inny kościół z wysoką wieżą?

— Wiem.

— Zaprowadź mnie tam!

— A co mi dasz? — spytał, wyciągając dłoń.