— Jakież śliczne kotki! — wykrzyknęła radośnie i zaczęła skakać wokoło, zaglądając raz po raz, by przyglądać się śmiesznym ruchom ośmiu kociąt, które bezustannie przewalały się w koszu, właziły na siebie i znowu spadały.

— Chcesz może mieć jedno z nich? — spytał dozorca, który patrzył z zadowoleniem na radosne podskoki Heidi.

— Czy dostanę je na własność, na zawsze? — odparła, nie wierząc jeszcze w swoje szczęście.

— Oczywiście! Możesz wziąć więcej, nawet wszystkie, jeśli masz na nie miejsce — rzekł dozorca, zadowolony, że pozbędzie się kociąt bez topienia ich.

Heidi promieniała. W wielkim domu miejsca było aż nadto, a Klara będzie chyba bardzo zdziwiona i zadowolona z takiego nabytku.

— Jak ja je zabiorę? — zadumała się Heidi i sięgnęła po jedno. Ale gruba kotka skoczyła na nią i parsknęła tak groźnie, że musiała się cofnąć.

— Odniosę ci je, powiedz tylko dokąd — powiedział dozorca, głaszcząc kotkę, która była z dawien dawna jego przyjaciółką.

— Do pana Sesemanna, który mieszka w wielkim, szarym domu, gdzie jest u bramy złota psia głowa z pierścieniem w pysku i Sebastian.

Dozorca nie potrzebował aż tylu szczegółów. Spędził całe lata na wieży, znał każdy dom tej dzielnicy, a był ponadto zaprzyjaźniony z Sebastianem.

— Wiem już, wiem! — powiedział. — Komu jednak mam to posłać? Ty przecież nie jesteś członkiem rodziny pana Sesemanna?