Co go tam wiodło, sam się może nie przyznawał przed sobą. Opowiadania Rymosa o domu pani Gmundy i o pięknej Baniucie, której był od dawna ciekawym, prowadziły go w stronę, w której stał dworek jej. Miał jakąś nadzieję, że może litewskie dziewczę zobaczy.

Znał położenie domu, a Rymos mówił mu o furcie, przy której stawał. Z dala kołując, Jerzy powoli zbliżył się ku ogrodzeniu, a zobaczywszy konie i pachołków przy nich, począł upatrywać Rymosa. Był prawie pewien, że musi go tu znaleźć. Młodość ma czasem takie jasnowidzenia niechybne.

W istocie Rymos leżał pod parkanem, pochylony ku niemu, ale Jerzego ani widział, ani nawet poznał i domyślił się, gdy się przybliżył. Zadrgało serce nadchodzącemu, gdy posłyszał cicho nuconą pieśń litewską.

Leżący na ziemi chłopak oczom swym wierzyć nie chciał, gdy, uderzywszy go w plecy, Jerzy po imieniu zawołał nań.

Schwycił się na nogi98, lecz, zobaczywszy Kunigasa przed sobą, naprzód przez otwór w parkanie zawołał do Baniuty:

— Kunigas!

Za płotem zaszeleściło żywo i w tejże chwili dziewczę już się na parkan wdrapawszy, ciekawymi oczyma szukało zapowiedzianego, o którym słyszało tyle.

Instynktem Jerzy podniósł głowę i w chwili, gdy Baniuta w całym blasku swej dziewiczej piękności, z wiankiem na skroni, z rumieńcem na licach, ukazała się w górze, oczy Kunigasa już jej szukały.

Oboje, zobaczywszy się, trwali długo zaniemieli, podziwiając się wzajemnie. Ani Baniuta nie spuściła wzroku, ni Jerzy nie zadrżał przed jej oczyma. Chciwie poili się tak sobą... a Rymos, który z dołu im się przyglądał, także stał osłupiały, trochę wylękły, a może zazdrosny.

Na Jerzym ta istota żywa, jakiej nigdy jeszcze nie spotkał, ani oglądał z tak bliska, ta siostra po krwi, tak cudnie piękna, uczyniła wrażenie niewysłowione. — Zdawało mu się, że gdzieś ją widział już, że była dla niego przeznaczoną — coś niezwyciężonego ciągnęło go ku niej.