— Uciekniemy — rzekł — ja was stąd zabiorę...
Wyrzekł to z taką pewnością, iż uśmiech i promień szczęścia na twarz dzieweczki wywołał.
Podniosła ręce z wyrazem wdzięczności.
Rozmowa byłaby teraz szła może żywiej, gdyby Rymos nie syknął i nie dał znaku. Jerzy zerwał się z ziemi i, zobaczywszy nadchodzącego Siegfrieda z dwoma rozweselonymi towarzyszami, co prędzej zbiec musiał za załom ogrodzenia.
Baniuta znikła; Krzyżacy, podśpiewując, siadali na konie, Rymos im podawał strzemiona. Nadchodził wieczór, gwiazdy zaczynały pokazywać się na niebiosach. Jerzy, już nie śmiejąc powracać do parkanu, musiał co prędzej puścić się z powrotem do Pynaufeldu.
Szedł, jak nigdy czując się silnym, pełnym życia i jakichś niewysłowionych, błogich nadziei. Jak ten, co się wpatrzył w blask długo, oślepiony jest i niesie w oczach pochłonięte jego promienie, tak on ciągle miał przed sobą obraz pięknej Baniuty.
Nowe życie wstąpiło w niego... Wczoraj marzył o ucieczce dla siebie tylko, teraz musiał myśleć o zabraniu tego skarbu z sobą. Bez niej, cóż by mu było po swobodzie?
Prawie sam nie wiedząc jak, wpadł znowu przez przedmieścia na drożynę i spiesznym krokiem pobiegł do folwarku. Jakkolwiek podwajał kroku, już noc prawie była, gdy nareszcie znalazł się w Pynau, gdzie Szwentas niespokojny czekał na niego we wrotach, a w izbie siadano do wieczerzy, krzykliwie, jak zwykle, czyniąc przypuszczenia, gdzie się mógł chłopak obłąkać, który pieszo się puścił, a tak do późna nie wracał? Obawiano się jakiego przypadku.
Zjawienie się w progu Jerzego młodzi Pynauowie powitali wesołym śmiechem, a stary gderaniem i pytaniami, co się mu stało, iż na czas nie wrócił.
Chłopak musiał kłamać dosyć niezręcznie. Nie myślał się przyznawać wcale do wycieczki ku miastu; skłamał więc, że ponad błotami w zaroślach obłąkawszy się, drogi nazad nie mógł łatwo wyszukać.