— Mów! — wołał — co poczniemy?
W Litwinie odezwała się przekora na widok tej natarczywości. Milczał umyślnie, trąc głowę i uszy...
— No, pojedziemy na Zamek! — zamruczał Szwentas.
Jerzy odskoczył, namiętnie zaciskając pięści.
— Zdrajca jesteś!
Litwin zmilczał.
— Mówże!
— Kunigasiku, gdy wpadniecie w taki książęcy gniew, czyż wy posłyszycie, choćbym co rozumnego powiedział? Uspokójcie się wprzódy.
Zawstydzony chłopak starał się przybrać postać spokojną.
— No, tak, Kunigasiku mój! — począł Szwentas — pojedziemy na Zamek posłusznie... bo jutro uciekać, znaczyłoby głowy na pieniek położyć... Ale nie bójcie się, ujdziemy i ujdziemy bezpiecznie... gdy Szwentas mrugnie i powie: „Teraz pora”...