Większa część Krzyżaków nawykła tak była widzieć brata Bernarda surowym, ścisłym zachowawcą reguły i stróżem jej nad innymi, iż jej może posępne to oblicze nie zdziwiło wcale. Zbywano je wejrzeniem przelotnym, ukłonem nieznacznym i nikt nie śpieszył do rozmowy i towarzystwa z tym, który tu, dziś zwłaszcza, wśród tych saturnalii, był jakby dysharmonijną nutą...
Ten i ów rzucił nań okiem i uchylił się prędko.
Goście przysłuchywali się105 z upodobaniem powieściom Krzyżaków z czasów pierwszego ich osiedlenia się i pierwszych walk z niewiernymi. Czasy to już były niemal w bajeczne obleczone legendy, postrojone poetycznymi wymysły. Chlubiono się tymi przodkami, których pierwszym zamkiem obronnym był stary dąb rozłożysty, obwiedziony parkanem, opasany rowem, na gałęziach swych dający schronienie przyszłym zdobywcom...
W opowiadaniach rycerzy malował się ów lud litewski, bohatersko broniący swej ziemi, bogów, obyczaju, świętości wiekami ubłogosławionych, jako dzicz na pół zwierzęca.
Stary Siegfried, z twarzą rozpromienioną młodszych lat wspomnieniami, właśnie popierał przekonanie to, które większość braci dzieliła, iż zdradnej106 dziczy tej wcale oszczędzać nie było potrzeba...
— Chrzcić ich? — wołał — ale co im chrzest pomoże? Tak samo by grzechem było: święconą wodą oblać nierozumne zwierzę! Pogańska ślepota odwieczna nie dopuści im nigdy ujrzeć światła... Nawet w kolebce wzięte dzieci, gdy dorosną, krew w nich gra i jak wilczęta zbiegają do lasu. Jedyny środek — wytępiać to plemię... Ja — mówił — nigdym żadnemu, co się mi pod włócznią lub miecz nawinął, nie przebaczył; chrzczę ich mieczem i krwią... Ego te baptiso in gladio!
Śmiał się stary, mówiąc to.
— Ziemia opustoszeje, powiadają — dodał poważniej — znajdziemy u siebie, kim ją zaludnić... Rodzi się u nas dosyć dzieci, dość mamy ludzi bezziemnych. Gdzie siądzie nasz przybysz, chorągiew z sobą niesie Cesarstwa i zajmuje ziemię tę dla Apostolskiej Stolicy i dla państwa rzymskiego. Ziemię tę darowizną otrzymaliśmy od Papieżów, Królów, Cezarów, do których z prawa cała kula ziemska należy; własnością jest naszą... więc tych przywłaszczycieli w pień...
— Próbowali — przerwał Lampert z Mülbergu — chrzcić się pozornie, aby nas z niczym odprawić. Słali wprost do Rzymu, poddając się... ale się to im nie powiodło... Za późno było... ziemia to nasza...
— Gorzej jeszcze — mówił Hans Wirnburg — zaczęli stawiać kościoły i sprowadzać sobie mnichów, aby się nimi od nas zasłonić... aleśmy im i tym klechom odebrali ochotę oszukiwania nas... Cha! cha! Kazałem wieszać księży i kościoły popalić...