— Cóż to za Bóg ten ich? — zapytał. — Mocny on jest?

Jerzy zadumał się, oczy spuścił. W sercu mu pozostało coś z nauk kapłanów... nie chciał odpowiedzieć jasno, bo trwoga jakaś zabraniała mu bluźnić przeciwko Temu, którego niedawno był wyznawcą.

— Ja niewiele wiem o nim — rzekł. — Jest to rzeczą kapłanów znać Go lepiej. Widać, że siłę ma, kiedy ją im daje. Tyle Mu już krajów zawojowali.

— Ciska i on pioruny? — pytał Konis.

— Nie — odparł Jerzy — mówią o nim ciągle jako o Bogu łaskawości i przebaczenia.

— A nikomu przecież nie przebaczają? — odezwał się Konis, ruszając ramionami. — Musi tam w istocie być tajemnica jakaś, o której nie wiecie.

Tu wskazał na dąb i Perkunasa...

— U nas... nie ma ani miłosierdzia, ani przebaczenia — począł z coraz zwiększającym się zapałem. — Nasz bóg mściwy jest, mścić się i zabijać każe... bo silny. Tej ziemi, której on i my panami, bronić będziemy z jego pomocą, do kropli krwi ostatniej, z okrucieństwem bez litości. Siedzieliśmy tu lat tysiące, naszą była... groby dziadów i ojców po niej rozsiane. Bogowie nam ją dali; kto prawo ma z gniazd nas wypłaszać?...

Śmierć wrogom!! — Podniósł rękę do góry...

Kunigas patrzał i nie odpowiadał. Zaczynało się rozwidniać, a w dalekim obozie poruszać powoli...