Spojrzał badająco...

— Na waszym miejscu — dodał — wolałabym innym powierzyć obronę grodu... Nadto długo żyliście z Krzyżakami... nie będziecie mieli takiej jak my siły do walczenia z nimi...

— Dlaczego? — odparł Jerzy, który się poczuł znowu Litwinem. — Albo to, długo w więzach siedząc, do kata, co je włożył, nazwyczaić się można?! Nauczyłem się ich nienawidzić.

Konisowi oczy się zaśmiały.

Głos, jakim w końcu przemówił Jerzy, odezwał się w jego sercu... zaczynał mieć wiarę w przybysza.

— I nauczyć się byliście powinni tych sztuk, które oni umieją. Wiecie, skąd oni oręż biorą? jak go używają? Tym być możecie nam pomocnym.

Około dębu zaczynało się coraz bardziej ożywiać.

Od strony wschodu rumienilo się niebo... słońce za chwilę ukazać się miało. Cały chór Wejdalotów, Burtyników, Wurszajtów, dziewcząt od ognia, ustawiał się koło ołtarza i dębu, aby za chwilę zaśpiewać pieśń poranną, witającą słońce...

Na ołtarzu na nowo podsycony ogień wysoko piął się jasnym płomieniem i słupem dymu... Kunigas przypomniał sobie teraz Baniutę; obejrzał się tęsknie dokoła i, nie wiedząc, co się z nią stało, postanowił natychmiast jej szukać.

Uważał ją za swą narzeczoną; kochał jak siostrę... drżał, myśląc, czy po tej podróży strasznej nie padła, znękana chorobą.