Więc niewiasty z sercami matek biegły, niosąc, co która miała, cisnąc się z podarkami, wołając przez namiot do Jargały:

— Naści spódniczkę dla dziecka! naści sznurek na szyję... a oto koszulka jak śnieg biała i pasek jak krew czerwony...

I rzucały podarki przez otwory namiotu.

Każda coś dać chciała, a wszystkie zobaczyć dziewczynę.

Rówieśnice gotowały się ją wziąć zaraz i prowadzić do ognia, do Wejdalotek, aby Perkunasowi i Lajmie podziękowała...

A w głębi szarego namiotu, zazdrosna matka wciąż czesała włosy, splatała kosy, śpiewając i płacząc, dzieckiem się nie chcąc z ludźmi dzielić.

Bała się, aby jej oczyma nie zjedli, nie odebrali.

Baniuta śmiała się i, rączki podnosząc do góry, starą matuchnę głaskała po twarzy...

— Nie bój się, już mi cię nie odbiorą!

Niewiasty szturmowały do namiotu.