— Córkę nam dawaj! — śpiewały śmiejąc się... pokaż ją słońcu... pokaż światu!!
Musiała stara matka wdziać koszulę białą i spódniczkę, i sznury, i wianuszek na czoło... A co włożyła na nią, to westchnęła... bo ot, już wynijść z nią trzeba było i podzielić się z nimi.
Ociągała się i lubowała...
Taka bo śliczna stała przed nią Baniuta!... Coś w niej się zachowało z dziecka, a wszystko wypiękniało jeszcze... Matka ręce całowała, oczy ustami zamykała... i wołała: „Śliczności ty moje!!”.
A za namiotem siostrzyce nieznane śpiewały, wołały: „Wychodź co prędzej”...
I potrząsano płótnem i grożono: — Pokaż nam dziewczynę!
Stara ostatni raz pocałowała ją w czoło i ręką podniosła opłotek.
Baniuta stała zarumieniona: okrzykiem ją powitano, jak królową.
Nie było na niej znać ani znużenia, ni podróży; matki pocałunki przez noc wszystko pogoiły... Piękna była, a taka szczęśliwa!..
Dziewczęta, podbiegłszy, chwyciły ją za ręce... Wielką gromadą wiodły przez dolinę ku dębowi. Po drodze kupy stały i witały, parobczaki ręce podnosili, starzy ustami klaskali...