Spojrzała ku córce, lecz tę już na dany znak Wejdalotki dziewczętom z rąk odebrały i opierającą się, przelękłą, wiodły, na pół unosząc, do swej zagrody, której drzwi się zaraz za nią zamknęły.

Lekki, słaby krzyk dał się słyszeć tylko... i po nim cisza.

Krewule popił z rogu, usta otarł i zatopił się w myślach...

Konis popatrzał dokoła, poszeptał coś Wurszajtom, oczyma poszukał Kunigasa, którego trzymano przy ogrodzeniu, i poszedł ku niemu.

— Nie sprzeciwiajcie się woli bogów — rzekł cicho. — Źle byście poczęli... dziewcząt znajdziecie dosyć; a kto Wejdalotki dotknie, choćby stokroć Kunigasem był, śmierć go czeka...

— Ależ ona Wejdalotką nie jest i nie będzie, bo jest narzeczoną moją — odparł Jerzy dumnie. — Gdym ją zaswatał w lesie, prowadząc, przy świadkach którzy tu są, całowałem ją w usta, więc pocałunkiem ślubowaliśmy sobie...

— Nie — odparł Konis stanowczo. — Wesela nie było... a ona Wejdalotką zostanie.

Wyzywającym wejrzeniem zmierzyli się i Konis odszedł, nie chcąc przedłużać rozmowy.

Rozpłakaną Jargałę starsze baby podniosły z ziemi i poprowadziły gwałtem za zagrodę.

Tu ją usadowiły na ziemi. Stara Marga pochyliła się nad nią i do ucha szeptać zaczęła: