Chłopak ledwie mógł go wyszukać i do Kunigasa zaprowadzić. Napiły trochę był stary chłop, lecz wesół i bardzo dobrej myśli.
Udało się odprowadzić go nieco na stronę Kunigasowi.
— Wiesz, co się stało? — zapytał go.
— Jakżeby nie! — rozśmiał się Szwentas — ludzie prawią... Szczęście wielkie spotkało Baniutę.
Jerzy namarszczył się.
— Co wam tęsknić za jedną dziewczyną! — przerwał, odgadując go, parobek. — Matka wam znajdzie piękniejszą... Dać pokój; z Krywulem i Wejdalotami nam nie wojować, kiedy się im spodobała...
Nie można więc mówić było o tym ze Szwentasem, który się nie zdał na sprzymierzeńca. Jerzy zmienił myśli.
— Słuchaj no — rzekł cicho — widzę, że mnie tu nie dowierzają i pilnują. Nie wiem nawet, czy by mnie stąd puścili, gdybym iść chciał. — (W istocie nie myślał porzucić Baniuty). — Spocznę tu po drodze, a ty idź o mnie oznajmij matce. Powiedz jej: niech po mnie przysyła...
Spojrzał nań Szwentas pytająco.
— Chcecie, bym szedł sam?