— Cóż się stało? co się stało? — poczęli wszyscy pytać, cisnąc się ku niemu.

Hans zmilczał trochę.

Komtur niecierpliwy naglił go oczyma i mruczeniem.

— Nie miałem tam dłużej po co stać — odezwał się Hans — statek, który tyle pracy, czasu i pieniędzy kosztował...

Komtur i inni przerwali mu okrzykiem.

— Statku już nie ma! — dokończył Hans, z wyrazem złości pięść podnosząc do góry. — Tak, nie ma go.

Wielki Mistrz, widząc, że zewsząd zarzucają przybyłego pytaniami, na które odpowiadać nie mógł razem, zawołał nakazująco:

— Mówcie, jak się stało i co? całą sprawę, nie zatajając nic. Trzeba, byśmy wiedzieli, kto winien...

Hans ocierał pot z czoła.

— Nie winien nikt — odezwał się tym samym tonem, w którym czuć było wzburzenie — ani ja, ni ci, co ze mną byli. Gotówem poddać się sądowi i karze. Statek był skończony, ładowaliśmy go, wyciągnięto z przystani na samo koryto, płynął dobrze i byłby się dostał pud Pilleny; aleśmy otrzymali rozkaz zabrać żywność — potrzeba na nią czekać było.