Tymczasem zbójcy ci dowiedzieli się o nim, przewidzieli, co im grozi. Staliśmy nocą w pośrodku rzeki, gdy potajemnie łodzi kilka do statku przybiło. Nikt się nie mógł ani spodziewać, ani przewidzieć, żeby nas napaść śmieli!

Na zapytanie straży młody chłopak z łodzi odpowiedział po niemiecku. Poznałem go potem: był to zdrajca ten, młody Jerzy, któregoście wy — (obrócił się do Bernarda) — wychowali. W mgnieniu oka, nimeśmy się opatrzeć mogli, ukryty ogień, który z sobą przywieźli, rzucili nam do wnętrza, gdzie pakuły i smoła, którymi zatykano szpary, leżały. Pożar się zajął we mgnieniu oka. Ruszyliśmy się wszyscy, ilu nas było, na obronę statku, ale przyszło nam samym życia bronić. Na łodziach i wpław kilkuset Litwinów nas oblegało.

Statek płonął; o ocalenie go już nie było starania; chcieliśmy sami wyjść z płomieni.

Krzyżak westchnął ciężko.

— Z ognia potrzeba było rzucić się w wodę, a tu czatowała dzicz z pałkami i nożami. Uratowało się nas niewielu, statek spłonął do szczętu.

Wszyscy milczeli pod wrażeniem nowiny, która nadzieje wyprawy niszczyła.

Bernard stał z rękoma na piersiach założonymi, z głową spuszczoną, jak winowajca.

— Cała ta napaść — dodał Hans — nigdyby ani na myśl nie przyszła Litwie, gdyby nie ten zbieg zdrajca. I gdyby w pierwszej chwili nie odpowiedź jego niemiecka, mielibyśmy się byli na baczności, ognia by rzucić do środka nie mogli. Nie tylko ów wychowanek brata Bernarda, ale dwóch jeszcze odpowiadało, takich jak on zdrajców: Gut Freind! Zuchwalstwo to, którego przykładu nie było!

Spoglądano na przybitego tym oskarżeniem Bernarda — on milczał. Cudzoziemcy, niedobrze rozumiejący opowiadanie, tłumaczyć je sobie kazali; rozmawiano wrzawliwie. Słyszeć się dały odgróżki i przekleństwa. Wielki Mistrz z krwią chłodną zdawał się obliczać, co mu teraz czynić wypadało. On jeden najmniej jakoś brał do serca straty i zawód.

— Klęska to jest — odezwał się wreszcie, zwracając do Marszałka — ale nie do niepowetowania. Statek byłby nam dopomógł wielce, jednakże i bez niego się obejść potrafimy. Nie ma godziny do stracenia. Jeżeli ta dzicz spostrzeże, że nas onieśmieliła, odwiodła od wyprawy, stanie się zuchwalszą jeszcze. Musimy całą siłą iść na Pilleny i zniszczyć to gniazdo gadów. Wielu z was zginęło przy statku? — zapytał.