Nie szło o bitwę, której się nie spodziewano, ale o daleko cięższe oblężenie, które, zważywszy upór pogan, długie i trudne być mogło.

Z wielką uroczystością odbyło się ciągnienie pierwsze ze stołecznego grodu, przy rozwiniętej chorągwi Zakonu, ze śpiewem i okrzykami. Cała ludność miejska stała u bram, patrząc na wyciągających, zbrojnych, strojnych, a z wielką ochotą rycerską ciągnących w pole. Za każdym z rycerzy postępował dwór jego, kompanowie, sarganty, knappy, pachołkowie z tarczami i włóczniami. Na czterech Krzyżaków służył wieziony za nimi namiot wspólny. Kilku kapelanów, w dłuższych sukniach zapiętych, w płaszczach bez rękawów z krzyżami, towarzyszyło też pochodowi.

Rycerskie dwory gości niemieckich, angielskich i francuskich, świetne i odróżniające się jaskrawością, zwracały oczy.

Wszystko to razem za przewodem ludzi, którzy, przodem jadąc, drogę ukazywali, z powagą wyszło w pole, ciesząc się porą wiosenną, słońcem, powietrzem, swobodą.

Za innymi rycerzami, nieco odosobniony, jakby się od niego odłączyć starano, jechał Bernard, którego twarz pod napuszczonym hełmem się kryła. W ręku jego jednego widać było z grubych paciorek różaniec, o którym inni chętnie zapomnieli.

Za to kompanowie i czeladź prowadziła za nimi psy i sokoły niosła na ręku.

Pochód przez ziemie własne Zakonu, w czasie którego rosła ciągle liczba rycerzy z przyległych zamków przybywającymi, był jakby przejażdżką wesołą. Chociaż prawa wojenne ścisłą karność nakazywały, ani Marszałek, ani Wielki Komtur zbytnio jej nie przestrzegali. Odpoczynki wszystkie z góry były oznaczone i na każdym z tych stanowisk znajdowali goście wszystko przygotowane, czego tylko mogli pożądać.

Czas służył pogodny, obawy nie było najmniejszej, ciągniono tak jednostajnie, że gdyby nie wycieczki na małe polowania i wieczorne uczty, sprzykrzyłoby się rycerzom nie spotykać nic, co by ich rozerwać mogło.

Niecierpliwość rosła w miarę, jak się ku granicy zbliżano. Wysłane szpiegi powracały z wiadomością, że o żadnych przygotowaniach ku obronie nie słychać i około Pillen cicho jest a spokojnie.

Ostatniego dnia postanowiono przyśpieszyć pochód i natychmiast po przeprawie przez Niemen zamek osaczyć, ażeby załodze nie dać czasu się powiększyć, ani przysposobić do obrony.