Marszałek nie chciał się kłaść na spoczynek; on, Komtur Wielki i kilku Krzyżaków szli natychmiast miejsce około namiotu Bernarda opatrywać.
Wskazywał im dokładnie, gdzie Jerzy znikł i, jak mu się zdawało, padł na ziemię. Tu leżało kilka mchem obrosłych kamieni i najmniejszego znaku nie znaleźli ani podziemnego chodu, ni poruszonej ziemi. Większa część przypuszczała, że zręczny chłopiec musiał stąd podpełznąć pod zagrody i dostać się na powrót do zamku.
Jednakże z rozkazu Marszałka łopatami wkoło ziemię zaczęto odgrzebywać; Komtur kamienie precz odrzucić kazał i pod jednym z nich znalazł się ślad ciasnego otworu, który szedł w głąb ziemi. Ponieważ grunt był piaszczysty, przejście to belkami i dranicami od osypania się było zabezpieczone.
Krzyżacy zdumieli się zuchwalstwu oblężonych i uradowali odkrytym podziemiem. Nikt się jednak wewnątrz nie ważył. Z wierzchołka zamku łatwo było dojrzeć, co się tu działo, i Marszałek pewien był, że podziemie zasypane wnet będzie.
Uczyniło to wielkie wrażenie na oblegających, którzy nie przypuszczali, aby z taką sztuką zamek się mógł obraniać.
Natychmiast dokoła zaczęto kołami i łopatami badać, kopać, szukać; lecz na żaden inny ślad nie trafiono.
Ranek cały upłynął na rozmaitych przygotowaniach. Ponieważ inaczej jak z pomocą ognia Pillen wziąć nie było podobna, zaczęto susz ściągać z pobliskich lasów; bełty sposobić, kłakami i smołą opatrzone; ciosać kobylice127 i wiązać drabiny, potrzebne do wdzierania się na parkany.
Na gródku i teraz żadnego ruchu i przygotowań widać nie było. Od czasu do czasu tylko przesuwały się postacie nieme, z pałkami sterczącymi nad głowy, w czapkach uszatych, które same tylko ponad parkanem wystawały.
Ten spokój oblężonych, pomimo przewagi sił krzyżackich, czynił wrażenie na nich; czuli w nim męstwo i gotowość na wszystko. Z ciurów i knechtów dnia tego nikt się nie ważył na nową wycieczkę; ograniczano się odgróżkami, oglądaniem z daleka i odgadywaniem wnijścia na zamek, które z żadnej strony nie było widocznym.
Starszyzna cały prawie dzień ucztowała. Szare płaszcze, serganty i zbrojni towarzysze, małą zrobili wycieczkę wewnątrz kraju, i nad wieczorem powrócili z niewielkim łupem, bo jednę tylko rodzinę w lesie, na ostrowiu, niespodzianie zagarnąć im się udało. Starą babę i dwoje młodych dziewcząt zabito na miejscu, a mężczyznę dla języka przygnano związanego za koniem.