Spodziewano się tym sposobem przyśpieszyć poddanie się albo zawładnięcie gwałtowne gródkiem, który inaczej długo by opór mógł stawić.

Wydawano już rozkazy i siły niemieckie, podzielone na dwa oddziały, natychmiast znowu z wrzawą przypadły do parkanów.

Pozostali mieli przygotować kobylice i tarany do obalenia zagrody, którą podpalić było trudno.

Z obu stron zapał do boju zdawał się równym. Niemcy chcieli okazać, że dzicz długo się im opierać nie będzie mogła.

Gdy zastęp nowy przysuwać się zaczął ku tynom, Litwa, wytrzymawszy, dopóki nie przypadli bliżej, cisnęła kamieniami i kołami.

Lecz Krzyżacy i ciżba idąca z nimi, na którą odpoczywający i starszyzna patrzała, nie dali się odepchnąć tym razem.

Padali niektórzy, lecz żaden nie ustępował; jedni drugim drapali się na ramiona, aby zasłoniętych ścianą drewnianą Litwinów razić z góry pociskami. Bój się zawziął wściekły, źwierzęcy, zapamiętały.

Niemcom zdawało się, iż gródkowi ludzi na obronę ze wszystkich stron nie starczy: opasali go więc dokoła, lecz wszędzie znaleźli gęste zastępy naprzeciw sobie.

Nie był to żołnierz; nie wszędzie z mężczyznami potykać się im przyszło. Gdzieniegdzie stały wiedźmy z włosy rozpuszczonymi, z rękoma chudymi, i rzucając, co napadły: piasek, kamienie, garnki i głownie rozpalone.

Dzieci się wdrapywały na częstokoły i do oczu skakały napastnikom, a choć ranne i skrwawione, nie przestawały walczyć, miotać się, kąsać.