Pod wieczór, gdy znowu się oddziały mieniać przyszły, nagle pod naciskiem ludzi runęły z trzaskiem zapory, i ci, co przy nich stali, padli pod nogi Litwinom.

W mgnieniu oka rzucili się na nich oblężeni, siekierami rąbiąc głowy, głazami waląc ramiona. Z krzykiem dzikiego zwycięstwa pastwili się chwilę tylko. Wiżunas dał wcześnie umówiono hasło; co żyło posypało się, śpiesząc się ukryć za drugą ścianą grodową. Ta była ostatnią.

Ale zdobycie jej daleko stawało się trudniejszym.

Krzyżacy, którzy się nie spodziewali, aby parkany padły tak rychło i nagle, runąwszy z nimi na ziemię, nim zdołali się opamiętać i powstać, część ich znaczna trupem padła, niezmierna liczba z ranami się podniosła, do boju niezdolna.

Starszyzna z pozostałymi ludźmi rzuciła się na pomoc za późno. Litwini wszyscy potrafili się ocalić i ujść za drugą zagrodę.

Bój musiał być na czas przerwany.

Marszałek, który patrzał na tę klęskę, będącą razem zwycięstwem, sam podbiegł na wały, aby natychmiast skorzystać z zamieszania, z otwartych bram i uchodzenia załogi.

Lecz po trupach i po palących się belkach przedrzeć się nie było łatwo, i nim świeże siły krzyżackie dopadły do ścian, już się wrota pozawierały i zawalone zostały kupami kamienia.

Strata Niemców była dość znaczna, a przynajmniej większa, niż się kiedykolwiek spodziewać mogli.

Powiększyła ona zapalczywość ich przeciwko nieprzyjacielowi, który się bronił z taką zajadłością niezmożoną.