Marger skinął, aby ich powstrzymać.
— Jeszcze dzień, jeszcze dwa — począł wołać — zdobędą i tę zaporę!
Krzykiem mu odpowiedziano.
— Ale żywcem nie wezmą nikogo i łupu im nie damy — wołał coraz potężniejszym głosem.
Ręką w podwórce wskazywał.
— Kłaść stos, stos, tu niech będzie gotowy. Spalimy na stosie do koszuli ostatniej, a co żywe zostanie dobijemy sami; niech trupy biorą i żgliszcza...
Okrzykiem, jakby z jednej piersi, odpowiedziano wodzowi.
Wiżunasowi twarz się rozjaśniła; wyrósł stary, rękę do góry podźwignął.
— Na Niemców! — wrzasnął. — Baby i wyrostki, do stosu!
Baniuta spojrzała z dumą na Margera, chwyciła okrwawioną rękę jego i pocałowała.