— Nie zabraknie głowni na podpalenie stosu.
Nie wiedział, że od niesionych iskier stos sam już powoli płonąć zaczynał.
Marger bił się. Pot i krew ciekły razem z jego czoła, strumieniami płynęły po piersi białej. Z wysokiej kłody, na której stał, oglądał się.
— Czas li było walki zaprzestać, a rzeź rozpocząć??
Z niebios gwiazdy patrzały ciekawe. Tam także niepokój był jakiś; bogowie litewscy słali na ziemię posłańców, czy rzucali strzały ogniste, bo na czarnym sklepieniu wciąż polatywały gwiazdy i drogi jasne kreśliły.
Wiżunas mówił cicho:
— Ojców duchy schodzą po nas na ziemię!
— Czas nam do nich!!
Na dzień się zbierać zaczęło.
Zapora druga za chwilę już runąć miała. Ludzie siły tracili; trupów leżały kupy ogromne.