Objęły ją płomienie; siadła na węglach rozżarzonych, zakryła oczy i drzewo zawaliło się pod nią.
Z tyłu krzyżacką pieśń coraz głośniej słychać było.
Wiżunas i Marger zostali tylko sami. Około stosu kałużą ogromną krew stała, powoli w piasek wsiąkając.
Stary pokłonił się panu do kolan. Kolej przyszła na niego. Pan, Kunigas, musiał pozostać ostatni i sam śmierć sobie zadać.
Margerowi ręka zadrżała, siwej głowy dotknąć nie śmiał.
Wiżunas żelazo oparł na ziemi, koniec w pierś wraził i rzucił się na nie.
Gdzie była Baniuta??
Wstała właśnie i biała jej koszulka świeciła w ciemnym otworze lochu. Wyciągnęła ręce ku Margerowi.
— Nas dwoje zostało! — zaśpiewała — chodź do mnie.
On patrzał za siebie ku zagrodzie, jakby mu życia żal było i chciał uratować go choć odrobinę.