— Do Pillen ci trzeba nie tylko pójść — mówił rycerz — ale i posiedzieć może. Reda musi po synu płakać; ma go może, jak ty, za zabitego; a co by było, gdyby żył?

Szwentas począł się śmiać.

— Za żywego! o! o! dobry by okup wziąć można! — rzekł, wahając głową, i zniżył głos — Żywy czy nie, lada jakiego chłopca jej dobrać do wieku i do włosa; po tylu leciech38 nie pozna.

— Ale go też może i nie zabito naówczas, gdy porwano — odezwał się głosem poważnym rycerz. — Zważaj, Szwentas, że ty... ty... skąd się opowiesz?

— W Pillenach? — rzekł, dumając parobek — kto to wie, skąd wypadnie?

— Opowiadaj się znad granicy; a kim? — spytał Bernard.

— Kim? a no... żebrakiem, wróżbitą? włóczęgą? — zamruczał Szwentas.

— Powiesz, żeś po ludziach słyszał, iż wieści chodzą po krzyżackich zamkach, jakoby gdzieś porwane chłopię wyhodowali i żyje.

Szwentas w ręce klasnął.

— Ja im zełgę39, jak należy! nie bójcie się! — dodał ze śmiechem.