— Mamy i nie mamy — mówił Gajlis — stary ojciec Kunigasowej leży już dawno i nie wstaje... Mąż jej zmarł z ran w bitwie odniesionych; młodego syna porwali i pono zamordowali Niemcy; ona jedna tu rządzi, ale stanie i za męża, i za wodza... Kto by tu inny na granicy wytrwał? Kto by tu potrafił taką twierdzę straszną pobudować jak ona!

— Dziw kobieta! — zamruczał Swalgon.

— Nie była ona taką dawniej, jako żywo, za mężowskiego żywota — dodał drugi wieśniak. — Dopiero, gdy jej jedynaka dziecko, synka małego, Niemcy pochwycili, a męża zabili, zemsta ją uczyniła żołnierzem... Pamiętają ludzie, gdy jeno pieśni nuciła, strojno chodziła, a chłopiątko w kwiatki ubierając, na ręku kołysała. Jak jej pana a męża i dziecka nie stało... naraz niewiastą przestała być i stała się straszną, jakby bogini jaka, co z Dungusu zstąpiła...

— Dziw nad dziwy! — odparł Swalgon. — Słyszałem ja ci o tym dawniej, ale, choć dziecko Krzyżacy porwali, nie było mowy, aby je zabić mieli! Oni takich malców dużo, słyszę, po zamkach hodują, aby potem na własną krew ich zaprawić...

Gajlis głową pokręcał niedowierzająco.

— Gadki to są bałamutne — rzekł. — Czy to my ich nie widzieli na wojnach? Oni życia nie darowują nikomu... Młode dziewczęta potrzymają w obozie kilka dni i głowy im ścinają, i dzieciom czaszki o piece roztrzaskują, starców końmi na śmierć tratują... Chrztu nawet nie chcą i śmieją się z tych, co o życie proszą...

— Ze starszymi to prawda; ja sam wiem i patrzałem na to — mówił Swalgon — że nie inaczej bywa; ale małe chłopięta biorą czasem i, choć w chlewach, a żywią...

— Kunigasowa nasza, Reda, — rzekł jeden ze stojących u drzwi — wiedziałaby o tym, gdyby jej syn żył... a ona się mści za śmierć jego...

Swalgon potrząsł głową.

— Matka by powinna najlepiej wiedzieć o dziecięciu, a choćby nie wiedziała, przeczułaby; a ja taki swoje twierdzę, żem słyszał, i nie jeden raz, jako ludzie rozpowiadali, iż chłopca nie zadławiono... Jeden stary się nad nim ulitował, w opiekę wziął i Niemca z niego uczynił...