Tu izbica była ogromna, a w niej, jak w każdej, paliło się pośrodku ognisko. Kamienie dobrane, gładkie, jeden przy drugim, ławą62 je okalały. Swalgon się trochę w progu zawahał, rzuciwszy okiem wewnątrz... Ludu siedziało dużo, a był lud osobliwszy... W głębi, pasem swym obrzędowym aż po pachy obwinięty, w sukni, która oszyta była kozią wełną dokoła, z długą brodą, odpoczywał stary Wajdelota... Obok niego siedział z pałkami za pasem, zbrojny, zarosły tak, że mu ledwie koniec nosa i oczy spośrodka twarzy świeciły, Prusak jakiś barczysty, przygarbiony, skórą połataną z różnych źwierząt od stóp do głów obszyty...
Dwóch starców w kożuchach, z wiankami dębowymi na głowie, coś mieli kapłańskiego w sobie. Ci w ogień patrzyli, nie poruszając się, nie słuchając nic, nie widząc.
Odosobniony, ze związanymi w tył rękoma i kłodą na nogach, leżał przy kamieniach człowiek, o którym powiedzieć nie było można od razu, czy jeńcem, czy winowajcą był... Twarz z kośćmi sterczącymi, skórą żółtą powleczona, niemal trupią pośród żywych się zdawała...
Oprócz tych kręciło się kilku chłopców, przesuwało dziewcząt kilka, przynosząc i odnosząc miski i kubki, a nad nimi otyła kobieta, ciągle we drzwiach się ukazując, nadzór trzymała.
Gwar był wielki, dym, zaducha, czuć było jadła różne i wonie dziwne, jałowiec, zioła jakieś, tłuszcz przyskwarzony. Z kątów ciemnych wyrywała się im ptaszkiem piosenka kiedy niekiedy, i, jak przestraszone ptaszę, zapadała nazad do kąta.
Wnijście nieznajomego człowieka zaraz oczy wszystkie zwróciło na niego. Niektórzy się ruszyli bliżej go oglądać, drudzy wołali na dworaka prowadzącego, skąd go wziął?...
Swalgon przysiadł, trochę pomieszany, na pierwszym kamieniu niezajętym; a że mu zaraz dziewczyna miskę podała, na towarzysza zdawszy odpowiedzi, sam chciwie jeść zaczął.
Może mu nie tyle o nasycenie głodu chodziło, co o namysł lepszy, jak sobie tu miał poczynać...
Swalgonem się nazwawszy, musiał nim być, a tu Wajdelota nań patrzał, gotów wróżbitę wziąć na spytki. Boć do jednej gromadki należeli oba...
Zarzucono go pytaniami ze wszech stron. Jedząc, trudno było odpowiadać długo, więc się półsłowy opędzał...