Ten powtórzył zapytanie:

— Chory? zawsze11 chory?

Ruchem głowy potakującym odpowiedział tylko żywy12 Szpitalnik. Namyślił się nieco.

— Zawsze chory! tak! a ja nawet nie umiałbym powiedzieć, na co chory... Wiecie, bracie Bernardzie, dużo przeróżnych chorób widziałem w życiu, ale tej nie znam i na tę poradzić nic nie umiem.

Chciał odejść, Bernard go za rękę powstrzymał.

— Zaczekaj chwilkę — rzekł — wiem, że ci zawsze pilno; ale powiedzże mi, co mu jest?

— Co mu jest? — z pewną niecierpliwością i półuśmiechem począł spytany — ale właśnie w tym trudność, że nie wiemy, co mu jest. Opowiedzieć to trudno. Skutki choroby widzimy jasno, ale jej samej zrozumieć i pochwycić nie podobna. Chłopak wyniszczał nagle, wychudł, zżółkł, sposępniał, stracił ochotę do jadła... powiedziałbym, że i do życia. Godzinami siedzi jak osłupiały, z oczyma wlepionymi w ścianę lub okno, w podłogę lub sufit.

I dokończył nowym ramion poruszeniem.

— Młodość potrzebuje ruchu i powietrza; sądzę, że wziąć by go może, na koń wsadziwszy, na jaką przyszłą wyprawę, na świeży świat, pomiędzy ludzi; zmienić życie, dać go gdzie na zamek, do którego z Komturów, trochę swobody...

Szpitalnik, słuchając, głową potrząsał.