— Matko a pani! — rzekł. — Jam to z tych biednych ludzi, których dewy od kolebki w świat pognali, aby nigdy nie mieli spoczynku. A na drogę mi dał Pramżu pieśń do torby i wróżbiarstwo, i bajkę, która jest od prawdy lepszą... Włóczę się tak po świecie... kąta nie mam... gdzie przysiądę, tam mi dom, a jutro trzeba o nim zapomnieć, nowego szukając.
Księżna patrzała i słuchała... Schrypły głos nie dobrze jej grał w sercu — i posępne robiło się lice. Coś w nim się odzywało fałszywego.
— Po świecie toście pewnie dużo nazbierali do tej torby waszej. Niejednę69 tam Sekime macie... Napij się z kubka... i praw, co umiesz.
— E! matko a pani — odparł, kłaniając się, Szwentas — gdzie bym ja bogatszy miał być od waszego dworu! Wszystkie baśni tu wyśpiewano i wygadano... ja bym się wstydził z moimi.
— A wróżyć umiesz? — zapytała Reda.
Swalgon drgnął i zadumał się. Zdawał się, zatopiony w sobie, coś przypominać.
— Wróżyć? pani a matko! Wróżyć? — rzekł cicho i z obawą jakąś — albo to człek wróży kiedy? Ani Pultony, ani Wejony, ani Kannu Raugisy nie wróżą, ino Bogi przez nich. Tak i róg nie zagra, dopóki w niego nie zadmie człowiek. Czasem wstępuje Bóg i w mizernego żebraka, a mówi ustami jego; ale zawołać go kto potrafi?
— Powinniście umieć uprosić — rzekła Reda — to wasze rzemiosło... a z czego wróżycie?
— Matko a pani! — rzekł nieśmiało Swalgon — i z wiatru, i z wody, i z piwa wróżą różni. Jam Burtinikas prosty, w wiedrze wody czasem co widzę.
Kunigasowa skinęła; dziewcząt dwie, które się z dala przysłuchywały rozmowie, wstało i pobiegło do studni. Zadzwoniły u fartuszków ich poczepiane dzwonki, zbudził się stary Walgutis, głowa blada dobyła się z pościeli i gardłowe jakieś sapanie słyszeć się dało.