Swalgon zamilkł i zamyślił się. Reda popatrzała nań długo i chciała odejść, lecz w twarzy wróżbity wyczytała coś, co ją wstrzymało. Na obliczu bezmównym i zastygłym grało coś jak walka duszna, która się przez usta zdradzić nie śmiała.
— Pani a matko! — odezwał się pokornie — posyłaliście wy do jamy wilczej patrzeć i słuchać, czy w niej junosza72 twój nie siedzi?
— Com posyłać miała? — odparła Reda smętnie — nie wierzyłam, by żył, nie wierzę; a choćby żywy był, co po nim? Młode wilczę, ze psy chowane, szczekać się nauczyło...
Swalgon coś zamruczał...
— Pani a matko! — rzekł — wiedzieć by choć trzeba, czego się spodziewać, po czym płakać? Jam włóczęga... Nie raz, ni dwa przekradałem się do zawojowanego kraju, bo tam jeszcze naszych, choć w łykach, dużo... i po ich zamkach w niewoli... Im tam Swalgon droższy niż złoto, bo na podeszwach błoto litewskie przynosi. Pójdę, gdy każecie, szukać dziecka waszego.
Wzrokiem jakimś dumnym i zdziwionym przeszyła go Reda.
— Wy?
— Pójdę — powtórzył Szwentas. — Po czym go poznam??
Matce się łzy zakręciły w oczach i ręce poczęła łamać rozpaczliwie.
— Po czym go poznasz? Jego?... był piękny jak słońce! Włos miał złoty... Skazy na nim nie było. Tylko Dewa w kolebce na znak mu dała... po stronie serca, u ucha, ziarno grochu czarnego (żirnie) — a wróżki mówiły, że to szczęście znaczyło, a los powiedział, że na śmierć go tak napiętnowano!...