Parobek nie okazywał pośpiechu żadnego w powitaniu i zdaniu sprawy; twarz miał jakąś ostygłą, niedobrze wróżącą o tym, co przynosił.

Zamiast strofować go i pytać, Bernard stanął naprzeciw niego i oczy wlepił jak dwa noże...

— Tylkom co powrócił77 — zamruczał smutnie Szwentas.

Bernard znak mu dał, aby poszedł za nim. Do rozmowy w podwórcu miejsca nie było. Parobek szedł, lecz opieszale i powoli.

Gdy się drzwi celi zamknęły za nimi, odwrócił się Krzyżak szparko78 ku niemu.

— Coś zrobił?

— Nic — rzekł krótko Szwentas.

Wzgardliwe zapłaciło mu wejrzenie. Bernard, który swojego sługę znał z dawna, do mowy jego i twarzy był nawykły, znalazł w nim zmianę niewytłumaczoną; jak błyskawica przebiegła mu przez mózg myśl:

„Po tylu latach, mógłżeby79 zdradzić??”

— Mów! — zawołał.