Zwykle gadatliwy, Szwentas głowę tarł rękoma i zbierał się na odpowiedź długo.
— Byłem w Pillenach — rzekł. — Cóż? matka w życie syna nie wierzy! Zapomnieli!... nie wiem. Mówiłem, że on nie zabity może, że wieści chodzą... śmieli się ze mnie.
— Byłeś w Pillenach? wpuścili cię do środka? — zawołał z ciekawością Krzyżak. — Gadaj, co wiesz o tym stosie drzewa. Nasi tam na statkach podjeżdżali przypatrywać mu się od Niemna... bierwiona, słyszę, sosnowe, na kupę nawalone; byle ognia podłożyć, źwierza z nich wykurzymy.
Swalgon głową potrząsł.
— Żelazny chyba człek pod ten stos się podkradnie — rzekł — bo niełatwo doń dostąpić... a lada ogień tych ścian nie weźmie.
— Któż dowodzi na zamku? — przerwał Krzyżak.
Swalgon głowę zwiesił.
— Jest stary Walgutis — zamruczał — no, i Kunigasowa Reda.
— Tak, wdowa; ale co po niej tam? — wtrącił Bernard.
— Co po niej! — uśmiechnął się Swalgon. — Ona tam wodzem i wszystkim...