Do zwolnienia reguły dla dostojniejszych przyczyniały się, parę razy w rok przybywające, całe zastępy gości krzyżowych z Anglii, Francji, z Niemiec i innych krajów. Dla tych przybyszów drogocennych, bo z nimi wiele zasobów otrzymywał Zakon, zastawiano stoły, wyprawiano uczty i zabawy, turnieje i łowy. A że oni do reguł zakonnych nie byli obowiązani się zastosowywać, reguła do ich wymagań się nakłaniała. Starszyzna była od niej wolną na czas pobytu gości, a po ich odjeździe, obyczaj, raz wzięty, trwał dalej.
Świeccy ludzie przynosili z sobą swawolne rozmowy; niejeden z dworem na krucjatę ciągnął sługi różne, które w mieście się zostawały i niekiedy tu zamieszkiwały...
Ludność więc była tu wcale inna niż po miastach, które urosły w warunkach odmiennych. Czoło jej stanowili kunsztmistrze, rzemieślnicy, rękodzielnicy różni, a poza nimi ci, co na ludzkich słabościach, jak plugawe pasożyty, się gnieżdżą.
Gospód wszelkiego znaczenia co nie miara było, począwszy od tych, w których się knechty piwem upijały, aż do tych, co białym płaszczom dostarczały doskonałych pigmentów, to jest mocnych win, osłodzonych i korzeniami przyprawnych87.
Na stole krzyżackim powszedniego czasu, jeśli się taki pigment ukazał, to w małym kółku i pod wymiarem, jaki reguła wskazywała; po gospodach dawano go, ile kto zapłacił.
Na ostatek byli w mieście i tacy mieszczanie, o których powołaniu i zajęciach nikt dobrze nie wiedział. Zwali się albo pokrewnymi jednych, lub protegowanymi drugich i rodziną.
Do tych zagadkowych onego czasu istot, w Malborgu już od dawna osiedlonych, należała i Gmunda Lewen, niemłoda już niewiasta, pokrewną się zowiąca jednego z płaszczów białych, Siegfrieda von Ortlopp.
Siegfried ów, znad Renu tu przybyły, mąż już zestarzały teraz, milczący, z siły starganymi, dla dawnych jakichś zasług swoich w Zakonie był wielce poważany. Jego powaga osłaniała dom pani Gmundy, który wśród miasta jak wyspa stał odosobniony, bo do niego ani sołtys, ani miejscowa władza ni zaglądać, ni od niego nic żądać, ani się mieszać do spraw jego nie śmiała.
Nie tylko Siegfried stary tam uczęszczał; przychodzili i inni Krzyżacy i zabawiano się tam wesoło nieraz do późna. Gdy na Zamku rzucanie kości i gra inna, oprócz warcab88 a szachów, zakazaną była; wiedzieli wszyscy, iż u Gmundy kubki stały jawnie na stolikach i grywano tu zapamiętale. Nie godziło się też Krzyżakom w towarzystwie niewiast znajdować, a tu ich zawsze było pełno.
Gmunda Lewen miała po dwie i trzy siostrzenice, sprowadzane z Niemiec, które się ukazywały tu i znikały, czeladź kobiecą liczną. A nikt jej chowania ich nie wzbraniał.