Wszystko to za późnym już było. Dowiedziawszy się od Sylwestra Szpitalnika, iż chłopak zdrowszym się wydawał, tegoż dnia poszedł do niego Bernard.

W istocie znalazł w nim zmianę. Twarz krasił choć słaby rumieniec; Jerzy był więcej ożywiony, mniej uparcie milczący.

Zwykle do zbytku surowy, Bernard, dla swojego pełnego nadziei wychowańca przybrał twarz, jak mógł, najłagodniejszą, oblicze słodyczy pełne... Zasiadł poufale na tej ławie, w oknie, naprzeciw niego, na której wieczorami Rymos się zwykł był mieścić, i zawiązał z nim rozmowę, ojcowskim tonem, z dobrocią i wyrozumiałością wielką.

— Widzę, że w istocie lepiej wam jest — rzekł — i Bogu za to niech będą dzięki. Wierzcie mi, że ja wam dobrze życzę, a że się po was wiele spodziewam dla Zakonu, rad bym wypielęgnować na silną jego podporę.

Ci, co ze świata przychodzą do nas, zawsze coś z niego tu przynoszą, z czego się im otrzepać i obmyć trudno; wam Pan Bóg dał się tu od dzieciństwa wychować, osłonionemu96 od zgubnych wpływów. —

Jerzy słuchał z oczyma spuszczonymi; sam Bernard zmiarkował, iż nadto górnym tonem do wyrostka mówić rozpoczął, i zmienił przedmiot natychmiast.

— Może wam w tych murach, do których my, starcy, nawykliśmy — rzekł — smutno i duszno? mówcie. Chorym się wiele dozwala!

Jerzy podniósł oczy, uśmiechnęła mu się nadzieja trochę większej swobody; chociaż jeszcze odpowiedzieć nie śmiał, Bernard mógł się dorozumieć, iż tknął strunę, która zadrgała.

Naówczas już, oprócz samych zakonników, prócz niemieckiego mieszczaństwa i kolonistów włościan, ściągniętych dla zaludnienia podbitej ziemi, której mieszkańcy albo padli wojny ofiarą, lub się rozpierzchnęli — wiele uboższej szlachty z różnych krajów niemieckich przybywało, otrzymując tu nadania lenne od Zakonu. Już w tych latach kilkadziesiąt rodzin w ten sposób około Malborga, Królewca i po powiatach się osiedliło. Pierwsi ci przybysze: Pynau, Mul, Stubechy, Brandisy, Muckenbergi, Ewerowie itp. mieścili się w pobliżu grodów, które ich zabezpieczały od napaści.

Pomiędzy Malborgiem i Żuławami, w niewielkim od miasta oddaleniu, siedział na folwarku swym, Pynaufeldem zwanym, jeden z najpierwszych kolonistów — Ditrich von Pynau, który na myśl przyszedł Bernardowi. Zdało mu się, że tak blisko i pod okiem mając Jerzego, a dając go Pynauom, aby u nich trochę odetchnął swobodniej, zarazem chłopca uzdrowi i na żadne nie narazi niebezpieczeństwo.