W tej chwili, jak gdyby w odpowiedzi na uwagę Cyrusa Smitha, drabinka ześlizgnęła się z progu, rozwinęła się i spadła do samej ziemi.
— Do kroćset fajek! A to dobre! — zawołał marynarz, patrząc na Cyrusa Smitha.
— Aż nadto dobre! — mruknął inżynier i wskoczył pierwszy na drabinkę.
— Niech pan uważa, panie Cyrusie! — zawołał Pencroff. — Jeśli tam jest jeszcze któryś z tych nicponi...
— Zaraz zobaczymy — odparł inżynier, nie zatrzymując się.
Towarzysze pospieszyli za nim i w minutę później stanęli wszyscy na progu.
Szukali wszędzie. Nie było nikogo ani w pokojach, ani w magazynie, z którym małpy obeszły się całkiem przyzwoicie.
— Tam do kata! A drabinka? — zawołał marynarz. — Gdzież jest ten dżentelmen, który nam ją spuścił?
W tym momencie rozległ się krzyk i duża małpa, która ukrywała się w korytarzu, wpadła do sali, ścigana przez Naba.
— Ach, mamy zbója! — zawołał Pencroff.