— Ach, Anusiu, czyż ty w kopalni węgla pra­cujesz? całą twarz masz pokrytą sadzami!

Anna przestraszona zarumieniła się i spojrzała na ojca: na szczęście drzemał, więc nie słyszał zapytania Maryi.

Później, dawszy znak siostrze, wyszła z nią do kuchenki.

— Moja droga Maryo — rzekła do niej — tylko nie gniewaj się na mnie, a wydam ci wielką taje­mnicę. Rzeczywiście, pracuję w kopalni węgla, i to już od dwóch tygodni...

— Ty? W tych strasznych przepaściach? — zawołała Marya z wielkim przestrachem, i przerażona załamała ręce.

— Tak, moja droga! — odrzekła Anna z uśmiechem. — Nie trwoż się! Z początku i mnie się zdawało, że to coś okropnie strasznego, ale przemogłam się i przyzwyczaiłam.

Za te dwa tygodnie pracy zapłacono mi ładną sumkę, dla zarobku zatem, mającego dopomagać na­szemu ojcu, warto się troszkę poświęcić...

— Tak, to prawda, i ja chciałabym cię naślado­wać. Gdybyś więc i dla mnie wyjednała także jaką­kolwiek pracę w kopalni...

— Niepodobna, moja droga; bo któż pozostanie przy ojcu?

— To prawda. Ale gdyby się ojciec dowiedział, że ty...