— To też zachowajmy to przed nim w największej tajemnicy.

— Niepodobna, moja poczciwa Anusiu, twoja cera okopcona wyda cię!

— Prawda, ale trzeba na to poradzić. Powiem dobrej pani Łucyi, a ona z pewnością znajdzie jaki zbawczy środek.

Siostry rozeszły się, a gdy Anna nazajutrz kłopot swój opowiedziała Łucyi, ta zamyśliła się głęboko, a po chwili odrzekła:

— Obawa twoja jest słuszną, gdyż po kilku miesiącach staniesz się z cery podobną do Cyganki. Jedyny środek na to — kaptur stanowiący zasłonę na całą głowę, ale gdy górnicy ujrzą cię w nim, zaczną zaraz wyśmiewać się z ciebie.

— Uproszę ich, ubłagam...

— Braknie ci słów na usprawiedliwienie się, moje dziecko!... Ale poczekaj, rozmówię się z Fran­ciszkiem... To człowiek bardzo roztropny, on wszystkiemu potrafi zaradzić.

Gdy na drugi dzień Anna pokazała się w kopalni okryta kapturem, zwróciła na siebie uwagę wszystkich górników.

Dzieci pokazywały ją sobie palcami, chichotały, starsi pomrukiwali z niezadowoleniem, powiadając, że nie należy pozwolić na wprowadzenie podobnej no­wości; kto zaś lęka się, aby nie poczerniał na twarzy, niech porzuci pracę, a nie odróżnia się niczem od innych.

Przemawiała tak przez ich usta nie złość, ale ciemnota umysłowa, która nie może ścierpieć naj­mniejszej zmiany w dawnych obyczajach, do których nawykła.