Wyszły anioły przewodne, bliźnięta,

Wyszły i wiodły w kościół Zbawiciela;

I tę kopułę, która już pęknięta

Jak czaszka w grobie ludzka się rozdziela,

Wzięły na skrzydła złote, nad tułaczem,

Abym nie zwalił jej echem i płaczem.

Więc póki stałem pod ogromną banią,

To ją trzymała para jasnolica;

Wysokość — z piekieł równałem otchłanią,

Bo ta kopuła — to Alp rówiennica!