Idąc, zapewne nie chodzi — lecz lata.

Przed nią — na ziemi niemocą złożona

Panna Gruszczyńska smętne oczki mruży,

Jak alabaster, w którym zapalona

Lampa rzuciła coś blasku i róży;

Wtem święta rzekła do niej: Wstań! — a ona

Uczuła, że jej ruch i życie służy,

I wnet rączkami, które już nie słabną,

Zebrała na pierś koszulę jedwabną,

Potem usiadła, a potem uklękła,