Jak olimpijski bóg, w błękitnym dymie

Krył się. Wtem ujrzał w rogu kawał stali...

O bogi! poznał, pan Borejsza drzymie!

Jak dąb litewski, kiedy się powali,

Leżał i w tłumie małych charcic krył się,

Które lizały mu twarz — poseł spił się.

Charciczki małe Chana stoją wkoło,

Każda ma pyszczek długi jak gadzinka;

Ta liże uszy posła, druga czoło —

W mrowisku się zda, uwędzon jak szynka