Wyrwał z korzenia i rzucił przez wody,

Ścigając dzikie po górach jelonki,

Lub do dziewczyny trzód pędzając trzody

I dzwoniąc miłą piosnkę jak skowronki,

Wtenczas mu drżała pod stopami giętka,

Teraz — pod trupem drzy... Brała mnie chętka

Apostrofować ją, jak prorok stary

Zebrane kości umarłych na polu...

Ale powróćmy na stepowe jary,

Błękitne od bławatków i kąkolu.