Gryzącą; oczy utopił sokole,

Za ręce teścia trzymał ręką prawą,

Lewą na stole wyciągniętą prosto

Ku kielichowi i mówił: „Starosto!

„Jakem człek prawy! jakem Polak prawy!

Tak pragnę córkę twoją uszczęśliwić,

Wierzaj mi i bądź, starosto, łaskawy.”

Tu pragnąc trupi głos nieco ożywić,

Pociągnął wina; pił jak but dziurawy,

I zwykł się nieco był po piciu krzywić,