Słusznie więc teraz zbladł jako jarzęce235

Świece, trupowi podobien białemu.

I ów pan, cały purpurowy wczora,

Wyglądał jako statua Komandora236.

Ujrzawszy córka to, nie mówiąc słowa,

Pewnymi kroki do stołu się zbliża,

Widzi, że sterczy w nim sztyletu głowa

W papier utkwiona, więc jak piorun chyża

Wyrywa ów nóż i za gorset chowa.

Wtenczas, by237 ręce Boże zdjęte z krzyża,