Świat mu się cały zdawał kłębem śniegu.

Nagle — zwolniła kroku przewodniczka,

Roześmiała się, zeskoczyła z siodła.

Beniowski siedział na koniu jak świéczka,

Patrząc, gdzie go ta wędrówka zawiodła.

Ujrzał, że chwastem zarosła uliczka,

Międza skałami — co mogą za godła

Służyć dwóm sercom, rozdartym na wieki, —

Wiodła go prosto — prosto — do pasieki.

Pasiekę tę znał dobrze i te skały,