Koń zaprzęgli do niej srogi
I szalony, i gorący,
Jak smok dyszlem targający.
I siadł na kibitce zwoszczyk
I kapitan w hełmie z blachy
A blady był jak nieboszczyk;
I usiedli dwa szyldwachy.
A noc była ciemna, głucha,
Wielki lament i rozpacze,
Słychać było, że lud płacze,