Stał cicho... oczy w ziemię spuściwszy i dłuto.

Już się mieli pożegnać, gdy snycerz, zajęty

Statuy skończeniem, marząc owe dyjamenty

I półkręgi srebrzyste, miesięczne, różowe,

Które będą wieńczyły posągowi głowę,

A nie widząc, skąd by miał w szaleństwie zapału

Na stworzenie miesiąca dostać materiału,

Nagle, z wielką pokorą wielkiego człowieka,

Ujrzał na ziemi błoto odpadłe od ćwieka

I od podkówki gościa, na ziemi leżące