(Zwykłe po błotnych ludzi śladach półmiesiące6).

Te snycerz wziął i z wielką położył pokorą

Tam, gdzie nad posągami zwykle gwiazdy gorą

Albo przez lat tysiące w kamień duszą wlany

Płomyk się genijuszu podnosi różany.

Zaledwo to uczynił, aż błotna istota

W gościu zaczęła krzyczeć o tę kradzież błota

I pełny krwi na twarzy — w oczach błyskawicy,

Wrzeszczał ów gość: «Ja błoto przyniosłem z ulicy,

Jam przyniósł i wydeptał, i miesiącem zrobił,